Mapa wpływu inwestycji unijnych na wzrost długu publicznego Sosnowca
wykres

Każdy mieszkaniec naszego miasta jest zadłużony na prawie 1000 zł.

Nikt nie ma wątpliwości, że dodatkowe środki finansowe są powodem do zadowolenia. Któż z nas, prowadząc gospodarstwo domowe, nie ucieszy się z dodatkowej puli na bieżące wydatki? - Każdy. Ale prowadząc gospodarstwo domowe czy przedsiębiorstwo, mamy świadomość kresu naszych możliwości. Wiemy, kiedy musimy zaciągnąć pasa lub odpuścić „super okazję”. W przypadku wydatków samorządowych, ta świadomość często jest zakłócana chęcią osiągnięcia kolejnego sukcesu wyborczego lub naciskiem niektórych przedsiębiorców na udzielenie zamówienia publicznego.

„Świat finansów jest podobny do alkoholizmu: i w jednym, i w drugim przypadku najpierw jest nadmiar środków płynnych, następnie euforia, a na końcu – depresja”

Powyższe słowa Miltona Friedmana doskonale oddają sytuację, jaką obserwujemy, odkąd włodarze walczą o środki unijne. Tu zadajemy pytanie - czy środki unijne służą, jako pomoc do wykonania inwestycji bezwzględnie potrzebnych, czy jako tuba propagandowa ministrów, prezydentów miast, burmistrzów i marszałków wojewódzkich? A może inwestycje bywają odpowiedzią na oczekiwania płynące od przedsiębiorców, którzy są zainteresowani wykonywaniem inwestycji?

Zaznaczmy, że to nie środki unijne są złem i nie należy z nich korzystać, ale władza, która bez opamiętania wydaje pieniądze, których nie posiada. Wyremontowanie drogi, czy budowa kolektora to ważne inwestycje w tak dużej gminie, jaką jest Sosnowiec. Jednak budowa sali koncertowej, w sytuacji, kiedy nie mamy na to pieniędzy, powoduje, że tworzymy nie dobrobyt, ale miasto, z względnie odremontowanymi miejscami, z którego wyjeżdza coraz więcej mieszkańców, w poszukiwaniu rozwiązania swoich problemów. Każda dotacja unijna pokrywa tylko część inwestycji. Jeśli budżet gminny jest pusty to włodarze wciągają gminę w długi, by uzyskać kapitał własny do inwestycji. Tak powiększany jest dług publiczny.

Obecna sytuacja Sosnowca

Samorządy gminne zaciągają długi, uzasadniając je praktycznie zawsze potrzebami inwestycyjnymi. Potocznie i powszechnie rozumiana inwestycja, powinna spłacić się w określonym czasie, by następnie przynosić zyski. W odróżnieniu od takiego modelowego i zdroworozsądkowego podejścia, „inwestycje samorządowe”, szerzej – publiczne, z reguły nie dają jednak dochodów, pozwalających na zwrot kosztów inwestycji, a najczęściej wymagają ponoszenia dodatkowych kosztów, związanych z bieżącym utrzymaniem czy działalnością zrealizowanej „inwestycji publicznej”. Jeśli zaciągamy kredyty, emitujemy obligacje, by pozyskać środki unijne, nie poprawiamy sytuacji w mieście, a jedynie symulujemy rozwój miasta kosztem jego mieszkańców.

Władze Sosnowca, aby lepiej wypaść na tle innych samorządów upodobały sobie alternatywną od zaciągania kredytów i pożyczek drogę – emitowanie obligacji. Ich zaletą, z punktu widzenia władzy, jest możliwość uzyskania dodatkowych pieniędzy bez potrzeby informowania kogokolwiek, na jaki konkretnie cel są brane. Dodatkowym atutem jest to, że negatywne skutki ich wyemitowania, czyli spłata, łącznie z kosztami obsługi, uderzają samorząd dopiero po dłuższym czasie, kiedy władze ustalą termin ich wykupu. W projektach budżetu i sprawozdaniach o jego wykonaniu zazwyczaj widzimy zatem tylko moment wpływu gotówki do kasy miejskiej, natomiast moment zwrotu pieniędzy widoczny jest w dokumentach lata później.

Na wykresie zamieszczonym na mapie możemy zauważyć korelację pomiędzy inwestycjami zrealizowanymi w konkretnych latach, z pomocą wyemitowanych na to obligacji, a nagłym wzrostem długu po upływie kilku lat. Jest to spowodowane zjawiskiem opisanym w poprzednim akapicie. Naszym zdaniem, nagromadzenie inwestycji unijnych z udziałem emisji obligacji w latach 2008 – 2011 znajdzie swoje odzwierciedlenie w tragicznym w skutkach zadłużeniu miasta w latach przyszłych, co już się zaczęło. Oczywiście nie będzie to jedyny i najważniejszy powód załamania budżetu, również niegospodarność wykraczająca poza inwestycje unijne będzie miała znaczący wpływ.

Wyrażamy również zaniepokojenie i jednocześnie potwierdza to nasze obawy, że pieniądze podatników nie są wydawane roztropnie w naszym mieście, iż urząd miasta pełen specjalistów w różnych dziedzinach m.in. dot. dotacji unijnych, musi zatrudniać zewnętrzną firmę, która pisze wnioski do organów wyższej instancji z prośbą o dofinansowanie inwestycji. Podatnicy płacą kilka tysięcy złotych za każdy taki wniosek, a przykładem może być umowa pomiędzy gminą Sosnowiec reprezentowaną przez Arkadiusza Chęcińskiego – wówczas I zastępcę prezydenta miasta, a firmą INVESTIS z Częstochowy, której przedmiotem było przygotowanie dokumentacji do aplikacji o dofinansowanie przebudowy ulicy Będzińskiej w Sosnowcu. Wolelibyśmy, aby urząd wybrał pomiędzy zlecaniem zadań zewnętrznym podmiotom a posiadaniem rozrośniętej administracji publicznej.

Podsumowanie

Reasumując należałoby zaznaczyć, że przeprowadzanie inwestycji przy udziale środków zewnętrznych jest pozytywne, pod warunkiem, że inwestycja jest potrzebna i nie nadszarpnie kieszeni podatników. Dzisiaj władze Sosnowca nie mogą pochwalić się rozsądną polityką inwestycyjną. W przyszłości należałoby zwrócić uwagę na ułatwienie inwestowania inwestorom prywatnym, którzy również mają dostęp do środków unijnych i przy odpowiedniej konfiguracji prawa lokalnego mogą stworzyć w mieście lepszą infrastrukturę, niż zrobiłoby to miasto z pomocą pieniędzy podatników.

POBIERZ WYKRES POBIERZ CAŁOŚĆ